Chemia przyjazna człowiekowi, czyli walka z „chemiofobią”

CHEMIA PRZYJAZNA CZŁOWIEKOWI

W ostatnich latach obserwuje się duży wzrost zainteresowania zdrową żywnością. Coraz więcej ludzi zwraca uwagę na sposób odżywiania się oraz na skład oferowanych w sklepach artykułów żywnościowych. Wywarło to bardzo korzystny wpływ na społeczeństwo, głównie na wzrost świadomości konsumentów. Przy półkach sklepowych można spotkać coraz większą rzeszę zwolenników zdrowego żywienia zaczytanych w etykiety produktów. Coraz więcej osób też świadomie wybiera produkty ekologiczne i wolne od wszelkiego typu „uzdatniaczy” – bez stabilizatorów, bez sztucznych barwników, bez aromatów, czyli można powiedzieć „bez chemii” (ang. chemical-free).

Moda na zdrową żywność

Moda ta niesie ze sobą wiele korzyści, których jestem świadoma i popieram ich dalsze rozprzestrzenianie się. Jednakże z punktu widzenia chemika, którym jestem z zamiłowania i z wykształcenia, wprowadza też kilka błędnych przekonań. Wielu z Was pewnie zadaje sobie w tym momencie pytanie: „jakich?”. Otóż w całym tym prozdrowotnym trendzie narodziło się przeświadczenie, że to co „zdrowe” musi być „wolne od chemii”. I chyba nie ma nic bardziej mylnego… cały otaczający nas świat złożony jest z chemii. Najprostszym tego przykładem jest oksydan, czyli tlenek wodoru. Jest on wszechobecny na naszej planecie, a bez niego nie byłoby życia. Dlaczego? Otóż tlenek wodoru to nic innego niż zwykła woda, a nikt przecież nie zaprzeczy, że bez niej nie istniałoby życie na Ziemi.

Dlaczego unikamy „E”

Często zdarza się też, że konsumenci unikają produktów zawierających wszelkiego rodzaju dodatki, którym przypisany jest symbol „E”. Dlaczego? Bo „E” kojarzy się z czymś sztucznym i zapewne niezdrowym, czego przykładem jest popadający w ostatnich czasach w niełaski glutaminian sodu o numerze E 621. Ale są też substancje prozdrowotne lub naturalne, które są oznaczone tymże symbolem. Przykładem może być E300, czyli chętnie łykana w trakcie przeziębienia witamina C, lub E150a, czyli karmel, który każdy z nas może uzyskać w domu podgrzewając zwykły cukier.

Innym, bardziej życiowym przykładem, może być pudełko cukierków. Czy wiecie, że zawiera ono mniej związków chemicznych, czyli tzw. „chemii”, niż jabłko? Jak się okazuje owoce i warzywa też zawierają związki chemiczne. Jedne odpowiadają za barwę, inne za smak, a jeszcze inne za wartości odżywcze jakie niesie ze sobą dany produkt.

Niejednokrotnie słowo „syntetyczny” odbierane jest negatywnie, gdyż kojarzy się z czymś nie występującym w naturze, a wręcz wielu z nas uważa to za równoznaczne z ”toksyczny”. I tu też muszę wyprowadzić Was z błędu… w moim małym chemicznym świecie „syntetyczny” oznacza pozyskany na drodze syntezy chemicznej, co niekoniecznie równa się pojęciu „trujący”. Wiele związków występujących w naturze jest bardzo niebezpiecznych dla ludzkiego zdrowia, a nawet życia. Przykładem może być kwas ibotenowy, który odpowiada za trujące właściwości  muchomorów. Nasiona jabłek z kolei zawierają amigdalinę, która w sprzyjających warunkach może uwalniać cyjanowodór. Jej zawartość w pestkach jabłek jest jednak tak niewielka, że możesz spokojnie zjeść jabłko ze wszystkimi pestkami, a nie stanie Ci się krzywda.

Niewielu z nas także wie, że wspomniana wcześniej woda, w nadmiarze może być „toksyczna”. Już 90 ml wody na każdy kilogram masy ciała wystarczy aby przekroczyć dawkę śmiertelną. Jej szkodliwy wpływ wiąże się z wypłukiwaniem z organizmu jonów niezbędnych dla jego prawidłowego funkcjonowania.

Syntetyczne związki chemiczne z bezpieczeństwo

Podsumowując, wiele syntetycznych związków chemicznych jest równie bezpieczna, co ich odpowiedniki występujące w naturze. Wiele z nich jest także równie niebezpieczna jak ich naturalnie występujące analogi. Jak zatem można prowadzić zdrowy tryb życia, nie narażając się na szkodliwy wpływ wielu dodatków do żywności?  Jedynym logicznym rozwiązaniem w tej sytuacji wydaje się być zatem, nie unikanie wszystkiego co zawiera w swoim składnie „chemię”, a tylko tego co zawiera składniki, które ze względu na ich możliwy szkodliwy wpływ, warto ograniczać. Wiąże się to z ciągłym dokształcaniem, ale przecież człowiek uczy się przez całe życie.

Autor: Beata Zagroba COO Flavours Factory Sp. z o.o.